środa, 4 grudnia 2013

Sinusoida

Podobnie jak wiele osób mających problemy z rozsądnym odżywianiem (jedzenie kompulsywne, emocjonalne), a co za tym idzie, kłopot z utrzymaniem wagi i ja próbowałam różnych diet i zazwyczaj kończyło się to tym samym, czyli przerwaniem diety i efektem jo-jo (powrót do wagi "sprzed diety") lub - co gorsze - efektem kuli śnieżnej (efekt jo-jo plus dodatkowe, nadprogramowe kilogramy).  
Dobrze widać to na wykresie - po każdej kolejnej diecie (nagłym spadku) następuje efekt "nadprogramowych kilogramów" i każda kolejna dieta i spadek wagi zaczyna się z coraz to wyższego pułapu.

Moją największą słabością są s ł o d y c z e
"Gdy widzę słodycze to kwiczę(Golec uOrkiestra)
A oprócz tego pizza, w kinie obowiązkowo popcorn i pepsi, chipsy do piwa lub coca-coli zero* (nawyk picia coca-coli zero został mi po diecie Dukana - choć muszę przemyśleć czy warto gdyż dowiedziałam się, że... słodzików używa się do... tuczenia świń),  drożdżówki, pączki, batoniki i tego typu śmieciowe jedzenie. Śmieciowe, bo oprócz kalorii nie wnosi żadnych wartości odżywczych, a oprócz tego jest pełne ulepszaczy, tłuszczów trans i innego badziewia. Ogólnie rzecz biorąc, moją słabością są w ę g l o w o d a n y.

Moja historia z odchudzaniem zaczęła się w liceum, w II czy w III klasie. Na "bilansie" okazało się, że mam nadwagę  jakoś niedługo po tym zaczęłam się odchudzać, niestety niezbyt rozsądnie (wyrzucanie śniadań (cóż za marnotrawstwo), niejedzenie, głodzenie się, dieta "1000 kcal" i temu podobne dziwne rzeczy, co na pewno miało wpływ na pogorszenie się metabolizmu itd.). Mądre to to nie było...

Moja waga od liceum wahała się raz w górę, raz w dół.
Od 2005 roku jak się odchudzałam zapisywałam gdzieś to, co jem, a przynajmniej zachowały się jakieś zapiski, ile ważyłam.
Przy wzroście 178 cm optymalną dla mnie wagą byłoby hm... 69 kg :)

W maju 2011 roku zaczęłam dietę Dukana, a w sierpniu 2011 (po 3 miesiącach) ją przerwałam (nie stosowałam III fazy "Stabilizacji" - zrezygnowałam). Schudłam prawie 15 kg. Dieta była łatwa i przyjemna, dobrze się czułam, ale jak już wiadomo, nie jest dietą zdrową i już do niej nie wrócę. 
Teraz wierzę w dietę PALEO i chciałabym (pobożne życzenie na tę chwilę) ją stosować do grobowej deski, z jednym "oszukanym dniem" w tygodniu i sporadycznymi grzeszkami - raz się żyje;) 
Z drugiej strony skoro życie jest tylko jedno, to czemu je spędzić będąc kluską?

Dodam, że podczas diety Dukana nie ćwiczyłam (tylko jeździłam na rowerze), co zemściło się wiszącą skórą na brzuchu (może nie tyle wiszącą, co pozbawioną jędrności), co zauważyłam jak popatrzyłam na swój brzuch... ekhm... w pozycji "od tyłu" :D :P (Taki spadek wagi -15 kg w 3 miesiące, skóra nie nadążyła, za to teraz znowu jest wypełniona sadełkiem). 

Poniżej zdjęcia sprzed diety Dukana i po niej: 



  • zdjęcie w białej bluzie na kamieniu w lewym górnym rogu - kwiecień 2011  - 81 kg
  • zdjęcia z gór - sierpień i wrzesień 2011 - 67 - 68 kg)

A kolaż poniżej został zrobiony ze zdjęć z wakacji nad morzem w sierpniu 2012 roku, czyli rok po diecie Dukana - z wagą nie 68 kg, a 86 kg... Nie, to nie jest czeski błąd.


Po tamtych wakacjach obiecałam sobie - jak zwykle - wziąć się za siebie, żeby w następne wakacje nie wstydzić się wyjść na plażę, co więcej - wychodzić na tę plażę w bikini z dumą :) No i znowu się nie udało... 

C r o s s F i t (*10.09.2014 - ...)

We wrześniu 2012 roku dowiedziałam się o crossficie dzięki facebookowi (czasem okazuje się pożyteczny), zaczęłam chodzić na treningi i tak oto zaczęła się moja nowa pasja, tak jak kiedyś "Indoor Cycling":)
Na pierwszym CrossFicie byłam po raz pierwszy 10 września 2012, w ramach AZS Politechniki Opolskiej. Trening prowadził Piotr Kos i Kuba Kocieliński. Po treningu miałam mega zakwasy - dostałam taki wycisk, że bałam się kolejnego treningu :-D
Przełamałam "strach", zebrałam siły i kolejny, czyli "mój drugi raz" odbył się 1 października 2012, a potem 12 października 2012 i wsiąkłam w to tak, że do grudnia 2012 roku zaliczyłam 23 treningi, na które zazwyczaj dojeżdżałam na rowerze (po 7 km tam i z powrotem). Dodatkowo - dzięki ludziom z crossfitu - zaczęłam swoją przygodę z morsowaniem :) 

Poniżej dowód na to, że nie ściemniam :) Zdjęcie z 4 listopada 2012 - rozgrzewka przed wejściem do wody:




... i z 3 listopada 2013 (moczenie tyłka) - znakomicie wpływa na ujędrnienie skóry :)



Moje początki z CrossFitem - grudzień 2012 (zdjęcia z "Mikołajkowego" WOD'a), jeszcze na bieżni Politechniki Opolskiej:

będzie wkrótce bo gdzieś przepadło

Ach te pompki... :)  Tu akurat przerwa w "chińskich" pompkach. 
Też nie mieli kiedy fotki cyknąć - wygląda, jakbym się opier...ła :)

Na silikonowych opaskach motto:
"Crossfit. Go hard, go fast or go home."
Niestety diety nie trzymałam (nie potrafiłam się zmotywować) więc spadku wagi też nie było (mięśnie są cięższe niż tłuszcz), ale dzięki CrossFitowi poprawiłam nieco skład ciała i poznałam fajnych ludzi i świetnych trenerów CrossFitu: 
  • Piotra Kosa, 
  • Kubę Kocielińskiego, 
  • Łukasza Dabbachi'ego, 
którym bardzo dużo zawdzięczam, a między innymi:
  • pomocną dłoń, 
  • radę i wsparcie, 
  • super WOD-y, 
  • pasję, z jaką to robią, 
  • atmosferę, jaką stworzyli na treningach,
  • miłość, jaką mi przekazali do sportu ogólnie, a do CrossFitu szczególnie.
Najwięcej zawdzięczam temu pierwszemu trenerowi, który na początku prowadził te zajęcia za darmo w ramach AZS na Politechnice Opolskiej (wrzesień 2012 - czerwiec 2013), a w lipcu 2013 otworzył swój box "RISE" :)

Od stycznia 2013 borykałam się z motywacją, a raczej jej brakiem i z myślami, że wypadałoby w końcu zacząć pisać pracę magisterską i tak się miotałam z wyrzutami sumienia. Nie chodziłam na CrossFit bo miałam wyrzuty sumienia, że nie piszę pracy i olewam partnera i nie pisałam pracy, bo myślałam o crossficie i narzekającym facecie. Ciśnienie i konflikt ról.
Ostatecznie nie wyszło mi ani jedno ani drugie. Ani trzecie. Na CrossFit chodziłam niesystematycznie, takimi zrywami, praca magisterska nienapisana, na dodatek w maju 2013 rzucił mnie facet (czuł, że jest na ostatnim miejscu, że nie poświęcam mu wystarczająco dużo uwagi, że na pierwszym miejscu jest u mnie CrossFit, na który i tak nie chodzę i takie tam. To nieco bardziej skomplikowane i nie ma sensu tego tutaj roztrząsać.

Poniżej zdjęcie z lipca 2013 (w trakcie diety PALEO), też na CrossFicie w klubie RISE

Pull up - ćwiczenie techniki. Asekuracja i instrukcja obsługi: Piotr Kos




I martwy ciąg: 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz