sobota, 8 marca 2014

Warsztaty z Ewą Chodakowską

Here we go again...

Dawno nie pisałam, bo i nie było się czym chwalić. Kolejna próba przede mną. Listopadowe wyzwanie co nieco dało, ale szybko się zniechęciłam. Musiałam właściwie gotować tylko dla siebie, Mama gotowała swoje makarony i inne glutenowe wynalazki i smakołyki, a ja musiałam gotować dla siebie. Nieco to nieekonomiczne i czasochłonne, czułam też na sobie presję rodziców na sobie i "karzący" wzrok, że nie jem tego, co Mama ugotowała. Tak, tak, mam 28 lat ;) ale odmów Mamie ;) ... I pewnie myśleli, że tu cuduję i wydziwiam, a wieczorem pójdę do siebie do pokoju i będę wcinać słodycze... 
Przykro mi, bo nie dość, że mnie nie motywują, to jeszcze demotywują... dementory... eee... tzn. demotywatory.
Ciężko kogoś przekonać do innego podejścia do odżywiania, niż to "narzucane" i wpajane społeczeństwu do głów przez dziesiątki lat jako jedyne słuszne... Rodzice mówią, że teraz jest taka dieta, a za jakiś czas będzie inna, nowa, przekreślająca założenia tej diety, tzn. stylu życia jako szkodliwy, jak np. było w przypadku diety Dukana.

endorfinowo - energetyczny kop w d...

22 lutego organizowane były we Wrocławiu warsztaty Ewy Chodakowskiej.
Pomyślałam, że super byłoby zobaczyć ją na żywo, poćwiczyć z nią, poczuć jej energię, poznać ją. Pojechałam tam po endorfinowo - energetycznego kopa w d... :) Czułam, że będzie power... no i był:) Fajne doświadczenie, emocje, a dodatkowo kolejna motywacja, natchnienie, bodziec
i powód do ćwiczeń i zmiany swojego ciała i życia?:)

Na początku był trening z Ewą (w systemie TABATA). I tak:
Kilka rund (nie pamiętam ile), gdzie 1 runda to 2 serie zestawów czterech ćwiczeń.
Cztery ćwiczenia (już nie pamiętam, jakie, bo dużo tego było, nazwijmy je A, B, C, D), wykonywane jedno po drugim, bez przerw, każde po 30 sekund (1 seria = 4x30 sekund =  2 minuty) x 2 serie, czyli razem 4 minuty, potem minuta przerwy, w czasie której Ewa prezentowała kolejne ćwiczenia (nazwijmy je: E, F, G, H), które wykonywaliśmy tak jak te powyżej).


 plank, czyli deska :)

Potem był wykład dietetyczki, który mi osobiście się nie przyda, bo mam "swojego" dietetyka - Iwonę Wierzbicką - (AJWEN) preferującą dietę nisko-węglowodanową, ale za to wysoko-tłuszczową - PALEO / 10 ZASAD (tutaj możesz zapoznać się z zasadami diety).

Miałam ze sobą pulsometr ale niestety zapomniałam zatrzymać go od razu po treningu z Ewą i rejestrował kolejną godzinę, podczas której siedziałam słuchając dietetyczki, przez co spadło średnie tętno i pojawił się jakiś błąd w zarejestrowaniu maksymalnego tętna podczas treningu. (Podczas treningu zdarzało się tętno 160-180, a najwyższe tętno maksymalne jakie zostało zarejestrowane to ~155). Powinno się przecież obniżyć tylko średnie tętno, czyż nie? No trudno, za gapiostwo się płaci ;) Więc przez 2h - trening z Ewą (nie wiem ile trwał dokładnie) + siedzenie na wykładzie: -674 kcal.

Następnie był równie intensywny trening z mężem Ewy, Lefterisem "Puzlem" Kavoukisem. Na początku rozgrzewka, krótki aerobik, potem jakieś ćwiczenia wymagające koncentracji i równowagi: przysiady i skłony na jednej nodze "przeplatane" innymi ćwiczeniami, potem podzielono nas na dwie grupy i rozstawiono po przeciwległych stronach hali i robiliśmy jakieś cuda i dziwy :] Wykroki, tupanie w miejscu, bieganie, zwroty, skakanie, przysiady i inne cuda ;) Można się było zmęczyć;)


 Ewa z Lefterisem "Puzlem" Kavoukisem


Tym razem z kolei zapomniałam włączyć pulsometru od początku treningu (bo przecież dopiero co go wyłączyłam) i trening z Puzlem rejestrowałam chyba od którejś minuty treningu - zapisało się 53 minuty, też chyba nie wyłączyłam tuż po zakończeniu treningu (gdzie ja miałam głowę;)) średnie tętno 148, maksymalne 171 i -562 kcal).

Następnie była zumba z Martą - żywiołową, energiczną kobietą o kocich ruchach. Fajny trening, szkoda tylko, że nie mam poczucia rytmu i koordynacji ruchów - ruszałam się jak paralityk;) Wszyscy w lewo, a ja w prawo, sztywne ruchy. Nieważne, fajnie było, chodzi w końcu o ruch ;) Nie wiem, czy da się "nabyć" te "kocie, sexy ruchy" w trakcie chodzenia na zumbę regularnie, czy po prostu zawsze będę mieć takie ruchy przez brak słuchu i poczucia rytmu, ale podobały mi się te ruchy pełne pasji, zmysłowości prowadzącej i jakiegoś faceta, który tańczył obok mnie - widać, że się wczuł i jakby miał to we krwi;) 
Na zumbie pulsometr (tylko przez 30 minut, więc znowu tylko część treningu) zapisał średnie tętno 142, maksymalne 161 i -309 kcal.
 


Marta

Na końcu był trening z Tomkiem. 
Na początku standardowo rozgrzewka, a potem kilka rund różnych ćwiczeń, podobnie jak Ewa, w systemie TABATA.



I tu znowu pulsometr wyłączyłam dopiero jak mi się przypomniało, więc ciężko stwierdzić, ile kcal faktycznie zostało spalone, trening trwał ok. 45 minut, ale pulsometr rejestrował dodatkowe 1,5 h i w sumie spaliło się 1225 kcal

A może podczas treningu ZUMBY się wyłączył i te 1225 kcal to była część ZUMBY plus trening z Tomkiem? nie pamiętam już teraz. No ale licząc tak "około", to na całych warsztatach, czyli czterech treningach ze 2000 kcal poszło na pewno :)
A po wszystkich czterech treningach, ustawiła się prawie 300-osobowa kolejka do zdjęcia
z Ewą :)


dopchałam się :) jaka ona drobniutka ;)
Nie żałuję, że pojechałam, lubię takie eventy :) Mało powiedziane, cieszę się z tego, że pojechałam. Fajna atmosfera i w ogóle :) Endorfinki :D
Mógłby ktoś powiedzieć, że za te 100 złotych miałabym karnet na miesiąc na crossfit czy basen. No niby tak, ale takie okazje zdarzają się rzadko i trzeba je chwytać i mieć co wspominać przez długi czas:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz